Zawsze podziwiam ludzi którzy mają żarcie zaplanowane na cały tydzień i z godną pochwały zwinnością realizują ten plan. Wszak nic się tak w życiu nie liczy jak mieć plan. Jeśli na dodatek jesteś matką i realizujesz jakiś plan w swoich garach, to szambo ba, jak to mówią, czapki z głów.

U nas jest trochę inaczej. Zazwyczaj koło jedenastej kończę walkę o to, żeby przynajmniej połowa naszej czteroosobowej rodziny zjadła cokolwiek na śniadanie. Zasada jest prosta: my albo oni. Młoda pierdzi kaszką albo przecierem z buraków jak kompresor malarski, a mały, zwany potocznie lipcowym, robi sobie maseczki na twarz i włosy z czego tylko się da. Ostatnio wydłubywałam mu z uszu twarożek ze szczypiorkiem. Przepraszam, ale nie wiem jak to skomentować.
Koło południa kończymy sprzątać po pierwszej wojnie żywieniowej i zaczynamy się zastanawiać co zaserwujemy na drugą, zwaną dla zmylenia przeciwnika obiadem.


W czasie kiedy Ikka, jak mówi na siostrę jej brat, zbiera się już na pierwszą drzemkę, ten sam brat, czyli brat Ikki zbiera się na spacer. My w tym momencie stoimy już z długą listą rzeczy, z których nie da się zrobić obiadu i takich typu „jak długo to już leży w tej lodówce?” oraz z listą rzeczy, które są nam potrzebne do obiadu.
Czasami wytrwale dążymy do celu i urządzamy drzemko-spacero-zakupy, ale często okazuje się że w efekcie jesteśmy tak zorani tym wyczynem, że w drodze powrotnej bierzemy kebsa, a dzieci to wiadomo. Warzywa na parze z tofu i pozamiatane.
A czasami, sami wiecie… kładę się na podłodze, macham rękami i nogami ze złości że ale jak to, wszyscy przeciwko mnie, a później czaruję z tego co mam.
I tak ostatnio wyczarowałam kilka takich dań typu „niech-mnie-ktoś-przytuli”. Polecam uwadze wszystkim, którzy po godzinie spędzonej przy garach nie chcą płakać nad koszem na śmieci, że tak się starałam a bąbelek nawet tego nie tknął.

Makaron z cukinii.


Zaopatrujemy się w temperówkę do warzyw, parmezan, czosneczek, pomidorki koktajlowe, 3 cukinie (jedna cukinia na człowieka, pół cukinii na małego człowieka, z półtorej cukinii dla samca). Jak się na koniec zabierze ze dwie kluski każdemu, to jest porcja dla 8-miesięczniaka 😉

Najpierw robimy czary mary, myjemy rączki i warzywka. Następnie jedziemy z tą cukinią na temperówce, aż mamy michę warzywnego spaghetti. Na patelni podsmażamy wyciśnięty czosnek (ile kto lubi, ja daję 3 ząbki).


Następnie wrzucamy i przez max 5 minut dusimy na patelni nasze cukiniowe kluchy, co jakiś czas mieszając. Pod koniec tego duszenia dorzucamy połówki pomidorków. Można dodać szpinak, zielone lub czerwone pesto, pestki słonecznika, orzeszki – co wam tam zalega, generalnie sporo można wykombinować traktując cukinię jak makaronową bazę 😉
Jeśli lubicie, to już talerzu można posypać gotowe danie parmezanem, ale ja generalnie wszystko oprócz gołąbków posypuję parmezanem. Kładziemy na wierzch jakiegoś liścia, żeby wyglądało na insta.
Zdejmujemy liścia i możemy jeść.
Smacznego! :*

Dorota