Miałam bardzo konkretną wizję tego, jak ma wyglądać mój drugi poród. I jak to w życiu bywa, wszystko potoczyło się dokładnie inaczej. Ale punkt najważniejszy, czyli poród siłami natury, udało mi się zrealizować.

Wszystko mogłoby potoczyć się zupełnie inaczej, gdyby nie to, że trafiłam na wspaniałych, kompetentnych lekarzy i położne.

Specjalnie dla Was wrócę dziś pamięcią do tego, co wydarzyło się dokładnie 6 tygodni temu.

Wiedziałam doskonale jak poród wygląda, wiedziałam czego się spodziewać. W końcu jeden, i to nie lekki miałam już za sobą. Mimo bólu, który trudno opisać, poród uważam za piękne, wspaniałe przeżycie. Dlatego chciałam po raz drugi urodzić siłami natury, a nawet więcej.
Postanowiłam zgłosić się do Domu Narodzin przy warszawskim Szpitalu św. Zofii, gdzie porody odbywają się w warunkach maksymalnie zbliżonych do warunków domowych i nie stosuje się farmakologicznych metod łagodzenia bólu. W skrócie, na żywca 😉 Może to dla niektórych hardcore, może zapytacie „po co?”, ale dla mnie to było marzenie.

Moja ciąża przebiegała książkowo, więc nie przyszłoby mi do głowy, że coś mogłoby pokrzyżować te plany.

Podczas rozmowy kwalifikacyjnej do domu narodzin okazało się jednak inaczej. Irena nadal, uporczywie przebywała nogami w dół. To był 36 tydzień ciąży, a czasu i miejsca coraz mniej, żeby wykonała fikołka. Mogłam czekać na cud, ale gdyby on nie nastąpił, byłabym skazana na cięcie cesarskie, a tego bardzo chciałam uniknąć.

W zasadzie, gdyby nie to, że znalazłam się tam, w tym szpitalu, prawdopodobnie skończyłoby się jednak cesarką, jak w większości takich przypadków dzieje się w innych szpitalach.

Miałam jednak więcej szczęścia. Tak, szczęścia. Położna, z którą rozmawiałam, zaproponowała mi tzw. obrót zewnętrzny na główkę.
Wiedziałam już wcześniej, że takie obroty są wykonywane, wiedziałam na czym to mniej więcej polega i że niewielu jest w naszym kraju lekarzy i położnych, którzy znają i stosują tę technikę. Ja właśnie na takich wspaniałych specjalistów trafiłam.

W zasadzie po pierwszych emocjach i rozczarowaniu, że nie mogę rodzić w domu narodzin, kiedy wróciłam do domu i przespałam się z tematem, byłam zdecydowana.

Do szpitala zgłosiłam się niecały tydzień później, po skończonym 37 tygodniu ciąży. Następnego dnia po przyjęciu, badaniach i rozmowie z lekarzem, który odpowiedział na wszystkie moje pytania, przystąpiliśmy do działania.

Na czym polega i jak przebiega ECV?
Jak już wiecie lub domyślacie się, jest to sposób zmiany poprzecznego lub miednicowego ułożenia płodu w brzuchu mamy, na położenie podłużne główkowe. Manewr wykonuje lekarz lub położna przez powłoki brzuszne. Jedną ręką odpychane są ku górze pośladki płodu, drugą ręką równocześnie kieruje się główkę w stronę wchodu miednicy.
Tyle teorii.

Jak to wyglądało u mnie?
Przede wszystkim, chciałabym zaznaczyć to, co z resztą przed zabiegiem wielokrotnie powtarzał mi lekarz i położne: że jest to próba obrotu. Oznacza to, że jeżeli dziecko nie „podda się” manewrowi, nic nie jest robione na siłę. Lekarz podejmuje trzy próby obrócenia dziecka.

Czy to boli?
Nie. Jest to uczucie lekkiego lub silniejszego ucisku, wiele zależy od kobiety. Odczuwa się pewien dyskomfort, ale moim zdaniem dla wielu nie będzie on większy, niż gdyby na tym etapie ciąży dziecko samo się obróciło.
W moim przypadku poszło to tak szybko i sprawnie, że wręcz byłam zaskoczona, gdy było już po wszystkim. „Jak to, to już?! – zapytałam lekarza” 😊

Czy taki obrót jest bezpieczny?
Obrót, jak większość procedur medycznych, wiąże się z pewnym ryzykiem. W skrajnych przypadkach może dojść np. do odklejenia się łożyska lub pęknięcia macicy, ale z informacji udzielonych mi przez lekarza wiem, że są to przypadki „kliniczne” (tzn. ktoś kiedyś odnotował, że taki przypadek miał miejsce).
Pamiętajmy też, że zabieg wykonywany jest w szpitalu, pod opieką personelu medycznego. Gdyby coś poszło nie tak, w każdej chwili może zostać wykonane cięcie cesarskie. Przed, po i w trakcie obrotu wykonywane jest USG, aby cały czas monitorować, jak czuje się nasz maluch i czy obrót przebiegł pomyślnie. Przed i po obrocie wykonywany jest również zapis KTG, aby monitorować tętno płodu.

Kto wykonuje taki zabieg?
Z informacji znalezionych w internecie wyczytuję, że zabieg wykonywany jest przez dwóch lekarzy. W moim przypadku był to jeden przemiły, doświadczony lekarz oraz asystująca mu położna. Wiem też, że czasami same położne wykonują takie obroty.

Co, jeśli obrót się nie uda? Statystyki mówią, że 50% obrotów kończy się powodzeniem. O ile mi wiadomo, w takim przypadku lekarz może wyznaczyć kolejną próbę w innym terminie, ale sądzę że wiele tutaj zależy od indywidualnego przypadku.

Obrót się udał, i co dalej?
Jeżeli próba obrotu zakończyła się powodzeniem i nasz bobas jest gotowy do przyjścia na świat, pacjentka zostaje na obserwacji w szpitalu przez kolejną dobę, a później zostaje wypisana i dalej czeka na rozpoczęcie porodu 🙂
W moim przypadku było nieco inaczej, ponieważ z pewnych względów istniało duże ryzyko, że moja mała akrobatka znów wróci do niewłaściwej pozycji. Dlatego wkrótce po wykonaniu obrotu mój poród był indukowany.

W Polsce obrót zewnętrzny na główkę jest stosunkowo rzadko wykonywany, a na dodatek krążą wokół niego legendy i opowieści rodem z horrorów. Faktycznie niewielu jest specjalistów i niewiele szpitali, gdzie zabieg ten jest wykonywany niemal na porządku dziennym, tak jak to było u mnie.
Nic więc dziwnego, że większość kobiet, które znalazły się w takim położeniu jak ja, ląduje na stole operacyjnym i wykonuje się cięcie. Bo nikt nie zaproponuje im obrotu. Bo nie wiedzą nawet o takiej możliwości, a jeśli nawet wiedzą, to tak niewiele, że nigdy nie zdecydowałyby się na takie „ryzyko”.

Szczerze mówiąc, to nie było nawet jakieś wielkie wydarzenie. Było to niedzielne przedpołudnie, cisza na oddziale, personelu jakby mniej, lekarz zaprosił mnie do zwykłego pokoju lekarskiego z łóżkiem, fotelem ginekologicznym, KTG i USG. W zasadzie nie zdążyliśmy sobie nawet dobrze pożartować i już było po wszystkim.

Za to wkrótce trzymałam w ramionach mojego Zimorodka, po lekkim porodzie zjadłam pyszny obiad, który zatrzymała i odgrzała dla mnie położna. Najlepszy żurek w życiu! 😀

Patrząc z perspektywy czasu, była to najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć, najlepsze miejsce i najwspanialsi ludzie, na jakich mogłam trafić. Trochę strachu i nerwów, ale nagroda… no sami zobaczcie 🙂

Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej lub macie jakieś pytania dotyczące ECV, zachęcam do pisania w komentarzach 🙂


Dorota