Zastanawiam się od czego zacząć, powinnam od początku, ale co jest tak naprawdę początkiem?

Jestem Żaneta, mama dwójki dzieci, zmęczona, ale szczęśliwa. Będąc jeszcze małą dziewczynką miałam w sobie niesamowity instynkt macierzyński. Zabawa w dom, ciążę (robienie sztucznego brzucha), lalki. Woziłam na spacery i bawiłam dzieci sąsiadów, w rodzinie. Mama opowiada, że jak byliśmy w galerii na zakupach to zawsze znajdowali mnie na dziale niemowlęcym, przeglądałam te artykuły, ciuszki… miałam bzika na punkcie dzieci.

Jako nastolatka zawsze powtarzałam, że będę miała dzieci, pragnienie macierzyństwa było bardzo silne. Zostałam żoną w wieku 19 lat i po roku małżeństwa w końcu nadszedł ten czas. Postanowiliśmy powiększać rodzinę!

Matko! przypływ emocji, który mnie ogarnął, był nie do opisania. Trochę to trwało. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to wcale nie taka prosta sprawa z tą ciążą.

W końcu po około roku starań, wielkie BUM! Udało się!

Dwie grube kreski na teście ciążowym. W zasadzie nie pamiętam tych chwil, co się działo potem, tych emocji, tej radości. Pamiętam tylko dzień, w którym siedziałam w pracy za biurkiem i poczułam to ciepło. Ciepło krwi i ten ból, karetka, szpital. Zakończenie już na pewno znacie.

Jakim cudem? Ja? Osoba, która od zawsze tak pragnęła dzieci? Pierwsze poronienie było dla mnie najbardziej przytłaczające, nie obyło się bez leków i terapii. Było ze mną naprawdę źle. Przez pół roku byłam wrakiem człowieka. Co czułam? W zasadzie nie wiem. Tego niestety nie da się ubrać w słowa.

Na pewno ogromną pustkę. Widok ciężarnych kobiet był dla mnie nie do zniesienia. Nie mogłam patrzeć na małe dzieci, na wiadomość, że ktoś jest w ciąży potrafiłam tracić przytomność… było źle.

Po pół roku przerwy, kolejna próba poszła jak z płatka. Pamiętam, to był maj, ciepłe dni, udało się – znów jestem w ciąży. Co tym razem czułam? Radość? Może tylko trochę, bo wszystkie radosne emocje przeplatały się ze strachem „co będzie dalej”?

Co pamiętam z tej ciąży? Tą nieszczęsną wizytę, nic nie mówiącego lekarza, który powinien się odezwać, ten pusty widok na ekranie usg. Moje słowa do lekarza: „Niech pan mi to w końcu powie, przecież widzę, że się nie rusza, a jeszcze wczoraj było wszystko w porządku”.

Córeczka była obciążona silną wadą genetyczną. Wysyłaliśmy ją – brutalnie to brzmi, ale tak to niestety wygląda – z mężem na badania. Trzeba je robić na własną rękę.

Przynieśli mi moje dziecko w słoiku w formalinie i położyli na szpitalnej szafce jakby to było… coś. Nawet tego nie zakryli. Trzymał ktoś z Was kiedyś swoje dziecko w lodówce? Kiedy kurier odbierał od nas ,,paczkę”, to jak ją trzymał, jak wkładał do auta… dla wszystkich był to przedmiot, dla mnie moja córka.

Dlaczego tydzień temu oglądałam wózki, a dziś muszę oglądać nagrobki? Pogrzeb Zuzi wspominam najgorzej, wróciłam do domu i zamknęłam się w garażu na dobre 2 godziny.

Jezu! Nie wiedziałam że napisanie tego tekstu będzie aż tak trudne, ale nigdy nie miałam okazji w końcu wszystkiego z siebie wydusić.

Ciąża biochemiczna, ciąża zatrzymana, poronienie samoistne… Pani Żaneto to się zdarza… no ale ileż razy?! Roniłam raz, drugi, trzeci, czwarty i z każdą kolejną ciążą nie czułam nic, byłam pozbawiona emocji.

Zawsze był jeden i ten sam schemat: test ciążowy, HCG z krwi, powtórka czy rośnie, USG, czekanie na tętno i czekanie na koniec… Tak, na koniec, bo dla mnie było to cholerne błędne koło i mimo radości, która minimalnie dawała iskrę nadziei, zawsze czekałam, aż w końcu zacznę krwawić. No bo przecież tak ma być.

Pamiętam moje ostatnie poronienie sprzed ciąży z Samuelkiem, który jest dziś z nami. Leżałam w szpitalu, wszyscy patrzyli na mnie z politowaniem, mąż nie wiedział jak ma się zachować wobec mnie, bał się jak znów to przeżyje… A ja? Nie spadła mi nawet kropla łzy, byłam pozbawiona emocji i sił. W tle było słychać tylko cudowny zapis ktg jakiejś ciężarnej z sali obok.

Po co to piszę? Niestety temat poronień dotyka kobiet coraz częściej. Kobiety nie mają wsparcia. Niby istnieją prawa dla kobiet po poronieniu, ale nie słyszałam, żeby ktokolwiek się do nich stosował. Trzeba szukać ze świecą w ręku lekarza, który naprawdę ogarnie temat. Mam wrażenie, być może niesłuszne, że lekarze nie chcą się kształcić i rozwijać. Stoją w miejscu.

Nadal nie rozumiem, dlaczego kobieta po poronieniu czuje wstyd. Sama go czułam. Wstydziłam się tego, że nie potrafię być normalnie w ciąży.

Po 4 latach walki, badań i szukania przyczyny,  znaleźliśmy odpowiedzi. Znaleźliśmy też lekarza, który spełnił moje marzenie. Jestem mamą. Cały ból, który towarzyszył mi z powodu braku dzieci i ich utraty nie zniknął i nie zniknie nigdy. Po prostu nauczyłam się z nim żyć.

Żaneta