Nie ma co się wygłupiać i udawać, że istnieje jakaś uniwersalna lista wyprawkowa must-have. Każda z nas jest inna, każde dziecko jest inne, rożne są też potrzeby maluchów ze względu na porę roku, a rzeczy niezbędne w wyprawce będą się różnić nawet w zależności od tego gdzie mieszkamy.

Jeżeli szukasz prostej checklisty oczywistości wyprawkowych, trafiłaś najgorzej. Postanowiłam dziś podzielić się z Wami moimi kilkoma spostrzeżeniami i tym, jak szybko musiałam skonfrontować swoje sny o macierzyństwie z potrzebami swoich małych ludzików.

Wiadomo, że dziecię trzeba przyodziać i nakarmić. I mimo tego, że w ciąży sporo uwagi poświęcamy na to, w co tego człowieka ubierzemy i czym nakarmimy, a już na tym etapie zaczynają się schody, to lista rzeczy, które mogą nas zaskoczyć jest o wiele dłuższa i ciekawsza.
Wojenka na cycki i butelki, bitwa o smoczki, jakie ubranka, body z długim czy z krótkim, śpiworek czy kombinezonik to tylko początek.

Więc tak, będziesz potrzebować ubranek i własnych piersi lub butelki. I pieluch. Dużo pieluch. Ale czego jeszcze?

Jedziemy, albo jednak nie jedziemy, czyli o wózkach i ….chustach.

Jednym z top tematów na ciążowych grupach są wózki. Wybór tego jedynego spędza nam sen z powiek, a ostateczny wybór może być nawet trudniejszy niż wybór samochodu. Zwracamy uwagę na amortyzację, kosz na zakupy, dodatkowe wyposażenie, rozmiary po złożeniu, wagę, w końcu na wygląd i…
Niestety może się okazać, że przy pierwszej próbie spaceru Twój potomek urządzi taki pokaz swoich umiejętności wokalnych, że nie wyjedziesz nawet z osiedla i wrócisz do domu szybciej niż z niego wyszłaś.
To oczywiście dość czarny scenariusz tego, jaki los może spotkać taki wypas na 4 kółkach, ale wcale nie tak rzadki.

Dzieci lubią zasypiać w wózku na świeżym powietrzu – która z nas tego jeszcze nie usłyszała- usłyszy.
Niestety okazało się, że mój pierworodny syn o tym nie słyszał i słyszeć nie chciał. Ojciec tego demona, a mój prywatny małżonek do dziś wspomina, że na spacerach wyglądałam jakbym ukradła komuś, wózek wraz z zawartością i próbowała uciec.

Nie mogłam się zatrzymać, zwolnić zbytnio, wybierałam drogi z największą ilością dziur, a każdy spacer był sporym osiągnięciem logistycznym i sportowym. On po prostu nienawidził tej budy na kółkach.
Z zazdrością patrzyłam na te ciche wózki, które nie wrzeszczały w środku i na mamy spokojnie czytające książkę na ławce w parku.
Po kilkunastu takich wyczynach ja, pani „do mnie chusta jakoś nie przemawia” wysłała małżonka do sklepu na drugi koniec miasta, po kilkumetrową szmatę, zamotała w nią nieporadnie wrzeszczyciela i… w końcu nastała cisza.
Kiedy wyszłam na pierwszy spacer z moją młodszą, wiedziałam, że jest innym dzieckiem, ale w torbie miałam już przygotowaną chustę, na nogach najszybsze cichobiegi, a w głowie „to się nie może udać”.
Tymczasem Irena leżała w wózku, szczęśliwa jak świnia w deszcz i patrzyła przez chwilę w szare zimowe niebo, po czym zasnęła na resztę spaceru. Była po prostu innym dzieckiem.
Mimo tak niewiarygodnego sukcesu wózkowego, dość szybko zaczęłam nosić małą w chuście, bo po prostu lubię mieć ją blisko. Bardzo często nosi ją również tata, chusta w użyciu jest w zasadzie codziennie, pomimo że panna ma już 8 miesięcy.


Dziecko w chuście czuje ciepło i zapach mamy, słyszy bicie jej serca, jest kołysane tak, jak było kołysane w jej brzuchu. Fajnie, prawda?
I nawet jeżeli Twoje dziecko nie jest anty-wózkowe, to żaden wózek, za żadne pieniądze i w żadnym kolorze, nie da mu takiego poczucia bliskości i bezpieczeństwa, jak chusta.
Jeżeli chcecie poczytać więcej na temat chustonoszenia, odsyłam Was na nasz blog do świetnego artykułu Justyny Być blisko.

Aaaa..kotki dwa, a może jednak kotki trzy? Czyli po co komu łóżeczko.

Kącik dla maluszka urządzamy zazwyczaj przez wiele miesięcy. Wybieramy łóżeczko, komodę, przewijak, starannie dobieramy dodatki, dekoracje, akcesoria, które powinny być pod ręką.

Z perspektywy czasu myślę sobie, że takie przygotowywanie miejsca dla nowego członka rodziny ma sens, niezależnie od tego co się z tym miejscem stanie. Potrzebujemy czasu, żeby przygotować w swoim życiu „miejsce” dla nowego domownika i myślę, że właśnie ten kącik/ pokoik dla dziecka i samo jego przygotowywanie ma taki podwójny wymiar.

Planujesz, że Twoje dziecko będzie od początku uczone zasypiania w swoim łóżeczku, od początku będzie w swoim pokoju z elektroniczną nianią i nie wyobrażasz sobie, żeby mogło spać z wami w łóżku? Powodzenia, serio. Są dzieci, z którymi takie sztuczki są możliwe.

Często bywa jednak tak, że nowy szef wybiera zupełnie inne miejsce do spania. Może się zdarzyć, że twój aniołek przyjdzie na świat nieodkładalny i pierwsze tygodnie, jeśli nie miesiące będzie wolał spać w twoich ramionach. Wiele maluchów szybko ląduje w łóżku z rodzicami, zwłaszcza jeśli przestaje ich bawić wstawanie 15 razy w nocy, wtedy współspanie jawi się nagle jako bardzo atrakcyjna szansa na jakiekolwiek-choć-trochę-spanie. Niektóre ssaki w porze nocnej na stałe przyspawane do maminej piersi. Są i takie egzemplarze, co zasną tylko bujane w wózku albo innym trzęsidełku i lepiej ich już nie ruszać jak zasną 😀

To już wiemy, dzieci są różne i na różne scenariusze musimy się przygotować. Ja przyznam, że mój pierworodny z łóżeczka swojego korzystał tyle, że jego siostra odziedziczywszy je po nim, wyrko miała w zasadzie nowe nieśmigane (i materac też). Lipcowy z resztą już jest dwulatkiem, a do tej pory przychodzi do nas w środku nocy lub nad ranem typu piąta trzydzieści. I nie spodziewam się ani nie oczekuję już prędkiego zakończenia tych pielgrzymek. Nie daję sobie wkładać do głowy bzdur, że już powinien i pierdu, pierdu. Z kolei jego mała siorka łóżeczko kocha miłością szczerą i śpi w nim całą noc, czasami nawet pobudek. Noce, gdy spała z nami przez godzinkę, bo starej urwał się film przy karmieniu, mogę policzyć na palcach jednej ręki.

A co dzieje się z porzuconymi łóżeczkami? Tutaj wszystko zależy od naszej kreatywności. Rzadko zdarza się, że zostają od razu sprzedane, bo w rodzicach bardzo długo i zupełnie niepotrzebnie tli się nadzieja, że ich skarb jeszcze się do łóżeczka przekona. Stoją więc sobie pełniąc rożne zaszczytne funkcje, np kontener na ubranka do prasowania, kontener na zabawki, rekwizyt do zdjęć, kojec dla raczkującego niszczyciela, kiedy już serio musisz kupę, basenik z piłkami albo kojec dla psa. Można też zaproponować je jako alternatywę dla rodzica, któremu od czasu do czasu zamarzy się, żeby spać spokojnie jak niemowlę (z reklamy).

Szumidła

Czy powinnaś kupić jakiegoś szumiącego pluszaka dla swojego malucha? Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta. Nie wiem. Serio.

Ja starszemu kupiłam i faktycznie bardzo go potrzebował. Tak bardzo, że mogłam sobie tego misia ekhm… Dla niego to było za mało. Mieliśmy obydwoje z mężem ustawioną podręczną playlistę deszczy, szumiących drzew, nagrań suszarek, odkurzaczy i innych zacnych utworów. Suszarka, okap, odkurzacz. To były nasze szumisie. Przez wiele, bardzo długich miesięcy szumiało nam we łbach od tego.
Młodsza nigdy nie słyszała żadnego szumu, nigdy żadnego nie potrzebowała i generalnie zasypia, gdy w pokoju obok przy otwartych drzwiach lipcowy biega i śpiewa coś po bengalsku do akompaniamentu syreny wozu strażackiego.

Czy ja bym drugi raz kupiła takiego cosia? Nie. Czy poleciłabym go kupić komukolwiek na wszelki wypadek? Nie. Na wszelki wypadek to wystarczy odpalić deszczyk na yt. Nagrań jest do wyboru do koloru, tyle ile zdesperowanych rodziców.

Kocyki, poduszeczki, ochraniacze, warkocze – ładne, ale weź to stąd

Twoje niemowlę jest delikatne, chcesz je otulić miękkością, chcesz mu zapewnić błogi sen w miękkich pierdoletach… Tylko, że twoje dziecko znacznie bardziej potrzebuje miejsca do snu z dobrą cyrkulacją powietrza: bez plastikowych kocyków minki, poduszek, poduszek motylków, ochraniaczy i innego badziewia. Serio, dla jego własnego bezpieczeństwa. Zapewniam, że przez pierwsze tygodnie życia Twoje dziecię zostanie dokładnie w tym miejscu i w takiej pozycji w jakiej je odłożysz, a przez pierwsze kilka miesięcy prawdopodobnie nie będzie w stanie dotrzeć do szczebelków łóżeczka, rozwalić sobie nosa, nabić guza ani wsadzić głowy między szczebelki i utknąć tam na pół nocy płacząc cichutko do rana. Chyba, że tata ma obie złote rączki, ale lewe i zamontował co drugi szczebel.
Może się okazać, a nawet bardzo może, że maluch w kocyku będzie się plątał, zakopywał, odkopywał i wybudzał.
Moja rada to jeden bambusowy kocyk czy tam jakaś mgiełka, zależy od pory roku. Resztę pinionszków lepiej zachować na czesne na studia, poduszkę klin pod materac albo jakiś inny rowerek.

Jakie są wasze wyprawkowe must-have-y, a jakie rzeczy okazały się kompletnie zbędne?